• Krzysztof Myśliński – miasto to kryminalna zagadka
    2026/05/03
    Najbardziej szaloną rzeczą jaką zrobiłem z kolegą było wejście na czwarte piętro po balkonach do koleżanki – powiedział dr Krzysztof Myśliński w audycji „Dzień dobry, to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce”, emitowanej w niedzielę po godz. 10.00.

    Historyk sztuki i wojewódzki konserwator zabytków przyznał, że choć w młodości jego wyobraźnię rozpalały przygody Indiany Jonesa, ostatecznie wybrał studia z historii sztuki na Uniwersytecie Wrocławskim. Jak podkreślił, historia i architektura mają w sobie coś z filmu akcji – wymagają dociekliwości, łączenia faktów i odkrywania ukrytych znaczeń.-Miasto można czytać jak tekst – niczym kryminalną zagadkę, której języka trzeba się nauczyć. - O takim spojrzeniu dziś na przestrzeń miejską opowiadał.

    W rozmowie pojawiły się także bardziej osobiste wątki. Myśliński zdradził, że po Kielcach najchętniej porusza się rowerem. To jednak nie efekt pasji do kolarstwa, lecz praktyczne podejście do miejskich realiów.-Znacznie łatwiej jest poruszać się po mieście rowerem, samochodem ciężko czasem znaleźć miejsce parkingowe. A jak już znajdę parking to zapominam zabrać biletu z parkomatu i potem zastaję za szybą liścik i muszę płacić mandat. Jestem niestety trochę roztrzepany i wolę unikać takich sytuacji i jeździć rowerem - mówi z uśmiechem.Konserwator nie należy również do miłośników dalekich podróży. Jak mówi, nie odczuwa potrzeby „kolekcjonowania miejsc” na świecie, a jego regularnym kierunkiem pozostają Czechy, co bywa powodem żartów ze strony jego synów.W audycji opowiedział też o swoich ulubionych, nieoczywistych miejscach w Kielcach. Wymienił m.in. Górny Pakosz – przestrzeń, której wielu mieszkańców unika – oraz stare kolejowe osiedle na Herbach, które, jak zaznaczył, stopniowo znika z mapy miasta.
    続きを読む 一部表示
    42 分
  • Michał Stachurski - w głąb historii własnej rodziny
    2026/04/26
    Nie każdy kojarzy go poza sceną, a tymczasem życie Michała Stachurskiego muzyka i edukatora, to znacznie więcej niż rytm i koncerty. Perkusista zespołu Mafia od lat prowadzi równoległą, niezwykle osobistą podróż - w głąb historii własnej rodziny. Michał Stachurski był gościem audycji „Dzień dobry to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radio Kielce”.
    Genealogiczna pasja szybko przerodziła się w coś znacznie większego niż hobby. Dziś jego drzewo genealogiczne obejmuje imponujące 21 tysięcy osób. Każde nazwisko to osobna historia, fragment większej opowieści, którą Stachurski z uporem i czułością od lat składa w całość.
    – Tak mnie to wciągnęło, że latałem po cmentarzach z aparatem i robiłem zdjęcia nagrobków przodków – wspomina.
    Sam definiuje siebie jako człowieka bardzo rodzinnego. Syn Wojciecha Stachurskiego znanego w Kielcach muzyka, kompozytora i autora tekstów swoje dzieciństwo spędził na festiwalach, w domach kultury czy na sesjach nagraniowych.
    Po ojcu i innych przodkach odziedziczył nie tylko talent muzyczny, który zaprowadził go na scenę, ale też niezwykłą determinację i wolę życia. Ta ostatnia nabrała szczególnego znaczenia, gdy przyszło mu zmierzyć się z chorobą.
    Dziś, jako ozdrowieniec onkologiczny, mówi o tym otwarcie i bez patosu. Zamiast dramatycznych słów wybiera konkret: profilaktykę, badania, czujność. Jego historia nie jest tylko świadectwem walki, ale przede wszystkim przypomnieniem, jak wiele zależy od nas samych.
    Muzyk, genealog, dokumentalista świętokrzyskiego folkloru - trudno zamknąć go w jednej definicji. Każda z tych ról splata się w spójną opowieść o człowieku, który z równą pasją szuka rytmu w muzyce, jak i śladów przeszłości w archiwach i na zapomnianych cmentarzach.
    Michał Stachurski urodził się w 1984 roku w Kielcach - polski perkusista rockowy i jazzowy, znany głównie jako członek grupy MAFIA. Członek Związku Artystów Wykonawców STOART. Laureat Nagrody Miasta Kielce.
    W dorobku ma ponad 40 wydawnictw fonograficznych i 5 książkowych. W latach 2007–2008 muzyk kontraktowy kompanii Royal Caribbean International. Od 2010 pracuje na stanowisku głównego instruktora ds. muzyki w Wojewódzkim Domu Kultury w Kielcach
    Absolwent Instytutu Edukacji Muzycznej UJK, Szkoły Muzycznej im. L. Różyckiego w Kielcach, Krakowskej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej.
    続きを読む 一部表示
    34 分
  • Katarzyna Sajecka: mój sernik jest z ziemniakami
    2026/04/19
    Od ponad czterech dekad przygotowuje ciastka i ciasta. Fachu uczyła się od swojej mamy, a teraz wspólnie z córką i zięciem prowadzi kielecką cukiernię. Katarzyna Sajecka wśród wielu nagród ma też tę bardzo cenną: Nagrodę Miasta Kielce. W programie „Dzień dobry to ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” zdradziła, że wcale nie ma na imię Katarzyna. Wymyślił to mąż. Kiedy zabiegał o jej względy śpiewał: „dopóki Kasieńki wam się chce”. Tak naprawdę w dowodzie ma zapisane imię Janina, Kazimiera. - Na co dzień wszyscy jednak zwracają się do mnie Katarzyna - mówiła w audycji Radia Kielce. Ceniona kielecka cukierniczka zaczynała swoją pracę w kultowej kawiarni „U Sołtyków”. Tak naprawdę fachu nauczyła ją jednak mama. Dlatego do sernika dodaje ziemniaki. Wtedy ciasto jest wilgotne i ma zupełnie inny smak. Nigdy – przyznała Katarzyna Sajecka – nie przygotowuje takiego samego sernika. Chociaż to jej ulubione ciasto. W serze lądują bakalie, na wierzch czekolada. O tym, że zostanie cukiernikiem zdecydował wyjazd na tragi słodkości do Chicago. „30 rodzajów ciastek, różne kolory, tylko jeden smak - mydła” wspominała w „Dzień dobry to ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce”. Katarzyna Sajecka pochodzi z rodziny rzemieślniczej. Handlu uczyła się od najmłodszych lat, pomagając tacie w przygotowaniu listów i pism do kontrahentów. W trakcie rozmowy z Magdaleną Galas-Klusek i Pawłem Solarzem przyznała, że jej dziadek to Piotr Ściegienny. A nazwisko zobowiązuje. Stara się być dobrym szefem, bo jest zodiakalnym rakiem. Długo pamięta nieprzyjemności, ale zawsze w potrzebie służy pomocą. Katarzyna Sajecka w swoim domu pod Kielcami wybudowała piec chlebowy, ma stół do tenisa i rozgrywa pojedynki z wnukami. Lubi jeździć rowerem. Na pytanie czy jest smutne ciasto – odpowiedziała: takiego ciastka nie ma! I dodała, że jej historia nadaje się na powieść. I nie zabrakłoby w niej wątków także politycznych.
    続きを読む 一部表示
    20 分
  • Dawid Żłobiński swoją niemoc przekuł w siłę
    2026/04/12
    Chodził po dachach, podglądał aktorskie legendy zza krzaków. Dziś jest docenionym aktorem, scenarzystą i reżyserem. Gościem audycji „Dzień dobry to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radio Kielce” był Dawid Żłobiński. Artysta związany z Teatrem im. Stefana Żeromskiego w Kielcach przyznaje, że jako dziecko przeprowadzał się z rodziną kilkanaście razy. Urodził się w Wielkopolsce, szkolne czasy spędził w Krakowie, ale to właśnie w Kielcach znalazł swoje „miejsce na Ziemi”, swój dom. Dawid Żłobiński miał zostać sportowcem albo kaskaderem, jednak te marzenia przerwał wypadek. Dziś ma na koncie nie tylko liczne role i reżyserie, ale także wyjątkowe, osobiste doświadczenia. Jednym z nich były narodziny jego córki, które – jak sam opowiada – niemal… wyreżyserował. – Lekarz pytał, czy umawiamy się na poród w piątek czy poniedziałek, więc wybraliśmy poniedziałek, bo wtedy teatr nie pracuje. Kiedy już wjechaliśmy na trakt porodowy, po wielu godzinach, trzymałem głowę Beaty i mówiłem, powtarzałem jej za personelem: teraz przyj, teraz nie… i buch. Udało się. To było doświadczenie metafizyczne - relacjonuje. W rozmowie z Radiem Kielce nie zabrakło także trudnych wątków. Dawid Żłobiński otwarcie mówił o momentach granicznych w swoim życiu. – Miałem dwa razy poważnie uszkodzony kręgosłup. Moją niemoc przekułem w siłę, kiedy np. wcieliłem się w postać klawisza w więzieniu. Nie byłem w stanie się poruszać, usztywniony w kołnierzu ortopedycznym przeciągałem tylko sztywno ciężką pałą po kratach. To potem docenili krytycy podejrzewający oszczędną grę aktorską - śmieje się Dawid Żłobiński. Niedzielna audycja „Dzień dobry to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radio Kielce” była opowieścią o pasji, miłości i wychodzeniu z najtrudniejszych życiowych prób – historią, która pokazuje, jak wiele można odbudować, gdy nie traci się pasji.
    続きを読む 一部表示
    41 分
  • Kocham konfesjonał, ale jestem tylko człowiekiem
    2026/04/05
    Ksiądz doktor Jerzy Karbownik, kustosz Sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej w Skarżysku-Kamiennej, był gościem w programie „Dzień dobry to ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce”. Duchowny przyznał, że jest zwyczajnym człowiekiem ze swoimi bolączkami i problemami. Często – jak przyznał – płacze, ale tego nie pokazuje parafianom. Przed nimi udaje twardziela. Jest dumny z wybudowania Sanktuarium i Domu Miłosierdzia. Przyznaje jednak, że poniósł porażkę niosąc pomoc biednym, potrzebującym, bezdomnym, często alkoholikom. Nie pamięta bowiem, czy ktokolwiek z tych osób stał się wolontariuszem i teraz sam pomaga będącym w potrzebie. - Ksiądz jest po to, by pomagać – mówi. - Dlatego tak lubię siedzieć w konfesjonale, kocham go. A czy dzisiaj więcej grzeszymy? Człowiek jest skłonny do grzechu i upadku – podkreśla ksiądz Jerzy Karbownik. - Moja droga zawodowa zaczęła, od pierwszej wspólnej, rodzinnej mszy w kościele w Kazanowie. To była nasza tradycja, że rodzice i ja z bratem szliśmy do kościoła. Potem zostałem ministrantem i nie opuściłem żadnej mszy. Codziennie rano, bez względu na pogodę, pokonywałem cztery kilometry, aby służyć do mszy, a potem od razu szedłem do szkoły. Bo z powołaniem jest jak posadzeniem ziarenka. Trzeba podlewać, aby urosła z niego roślina – dodaje. Ale, jak opowiadał duchowny w „Dzień dobry to ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce”, po maturze nie przyznał się, że chce iść do seminarium. Koledzy byli przekonani, że zaczął studiować prawo. Będąc studentem seminarium musiał iść do wojska. Tam nauczył się palić i kraść. - Najpierw mnie ktoś kilkukrotnie ukradł żołnierski niezbędnik (łyżkę, widelec i nóż), aż w końcu zrobiłem to ja – opowiadał. Gość niedzielnego cyklu „Dzień dobry to ja! Rozmowy inne niż wszystkie” przyznał, że brat również chciał zostać duchownym. Ale w tym przypadku wygrał rozsądek. Ktoś musiał opiekować się na starość rodzicami. I brat na to się zdecydował. On był nauczycielem, dyrektorem szkoły. Dzisiaj jest mężem, ojcem i dziadkiem. Jerzy Karbownik nie krył, że w szkole podstawowej miał sympatię. Do tej pory uwielbia czytać książki, oglądać relacje sportowe, jeździć rowerem i pływać. W piłkę nożną przestał grać, kiedy nabawił się poważnej kontuzji. Ma też dystans do siebie. Z uśmiechem opowiada, że lubi jeść, ale z jedną z kucharek musiał się rozstać. Dlaczego? Świetnie gotowała, ale jego waga, którą otrzymał od Polonii z USA, przy każdym pomiarze dawała komunikat: proszę ważyć się pojedynczo! - Według mnie, najgorsze, co może przydarzyć się parafianom, to mieć smutnego, gburowatego proboszcza – skwitował rozmowę ksiądz doktor Jerzy Karbownik.
    続きを読む 一部表示
    29 分
  • Kama Kępczyńska - mistrzyni mowy polskiej o pięknie języka
    2026/03/29
    To historia jak z filmu. Urodziła się w czasie zimy stulecia - z sześcioma palcami u jednej dłoni. Pielęgniarka miała powiedzieć: „to będzie wyjątkowe dziecko”. I wiele wskazuje na to, że miała rację. W niedzielę w audycji „Dzień dobry to ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” poznaliśmy bliżej Kamę Kępczyńską – kobietę, która sama o sobie mówi: „mam moc… i lepiej ze mną nie zadzierać”. Choć – jak przyznaje – nad tą mocą wciąż się uczy panować. Kielczanka znana jest z działalności międzynarodowej i pracy przy projektach edukacyjnych. To poliglotka – zna aż sześć języków, tłumaczka i trenerka biznesowa, a także laureatka tytułu Mistrza Mowy Polskiej Vox Populi 2021. W audycji „Dzień dobry, to ja! Rozmowy inne niż wszystkie” poznaliśmy ją bardziej osobiście. Jest mamą dwójki dzieci, ale po rozwodzie musiała się zorganizować na nowo. - Po rozwodzie coś się kończy, ale może zaczyna się coś lepszego. Moje dzieci mogą dziś oglądać szczęśliwą mamę i szczęśliwego tatę. Zresztą w wychowaniu dzieci nadal mogę liczyć na wsparcie byłego męża – mówi Kama Kępczyńska. Od lat związana jest też z zespołem ludowym Bielinianki, gdzie śpiewa i promuje folklor regionu. Muzyka, języki i praca z ludźmi – to jej świat. W projekcie Muzolingua integruje młodych ludzi z różnych europejskich państw i poprzez muzykę zachęca do rozwijania swoich pasji.
    続きを読む 一部表示
    40 分
  • Marek Materek w szkole miał ksywkę „prezydent”
    2026/03/22
    Marek Materek zdradził, że mając zaledwie trzy lata oglądał w telewizji relację z uroczystości, w której brał udział Lech Wałęsa i już wówczas zadeklarował, że też będzie prezydentem.Gościem nowego odcinka programu „Dzień dobry to ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” był prezydent Starachowic Marek Materek, na którego już w szkole wołano „prezydent”.Słowa dotrzymał wygrywając - po raz pierwszy w 2014 roku, mając zaledwie 25 lat - wybory o fotel prezydenta Starachowic. Po zwycięstwie przerażona mama zapytała: Marek! Co teraz będzie? - Dużo pracy - odpowiedział gość Radia Kielce. I dodał, że właśnie ta praca sprawia mu największą radość. Uważa też, że nadal pozostaje sobą, chociaż zdarzały się przypadki, że ktoś obiecywał coś w zamian za pomoc. „Jestem rozważny i ostrożny, bo chcę nadal wypełniać swoje obowiązki” - mówił w DDTJ.Wspominając dzieciństwo wyjawił, że w rodzinnym domu w Suchedniowie były konie, kozy, kury, papugi, koty i dużo psów. Zwierzęta nauczyły go odpowiedzialności i pracy. Dzisiaj koleżanka na jego łące wypasa konie, a on zdał teoretyczną część kursu rolniczego. Czeka na wyniki z egzaminu praktycznego. Jednocześnie studiuje „Zarządzanie w służbie zdrowia” w Szkole Głównej Handlowej oraz MBA na KUL.Do tej pory przygotowuje posiłki, ale pamięta, jak razem z mamą sprzedawał bardzo ostre burgery. Po nich dostawało się do picia zsiadłe mleko. Sam nie był w stanie zjeść całego hamburgera. Do tej pory w domu króluje zalewajka na kurkach z przepisu babci, która przypomina mu, że o mało co nie spalił jej kuchni smażąc frytki.W audycji z uśmiechem odniósł się do zafascynowania muzyką disco polo, która jest oczywiście nieprawdziwa, ale przekazana publicznie przez dawnego kierowcę urzędowego, fana takiego gatunku.Na pytanie, czy chciałby zostać prezydentem kraju odparł, że nie, bo nie lubi chodzić w garniturach! Natomiast po złożeniu urzędu Marek Materek poszuka zajęcia, które stanie się – podobnie jak praca samorządowca – jego pasją. Tego także chce nauczyć swojego syna Maksymiliana, którego pasjonują miejskie autobusy i wozy strażackie.Gość „Dzień dobry to ja! Rozmowy inne niż wszystkie w radiu Kielce” przyznał, że od zawsze kieruje się zasadami wskazywanymi przez Jana Pawła II, czy Władysława Bartoszewskiego: „Warto być przyzwoitym, chociaż nie zawsze się to opłaca”.
    続きを読む 一部表示
    45 分
  • Kim jest Wiktoria Czyżewska poza klatką?
    2026/03/15
    – Zdarzają się walki, po których mam tak poobijaną twarz, że przez tydzień nie mogę wychodzić z domu, bo ktoś mógłby podejrzewać, że jestem ofiarą przemocy fizycznej - mówiła w Radiu Kielce zawodniczka MMA Wiktoria Czyżewska z Końskich. W rozmowie opowiadała nie tylko o sportowych sukcesach, ale też o emocjach, cenie zwycięstw i życiu poza klatką.Sportsmenka jest dwukrotną mistrzynią Polski i Europy (ALMMA), a od 2022 roku jest związana z największą federacją MMA w Polsce: KSW - Konfrontacja Sztuk Walki.Zawodniczka opowiadała o mniej widocznej stronie walk – o konsekwencjach fizycznych i czasie potrzebnym na regenerację. Mówiła też o emocjonalnym roller coasterze, który towarzyszy walkom.W rozmowie w audycji „Dzień dobry, to ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” nie zabrakło także refleksji o jej charakterze, relacjach rodzinnych i o tym, jaka jest poza sportową rywalizacją.– Taka jestem naprawdę. Trzeba mnie mocno poznać i muszę kogoś polubić, żeby się otworzyć – mówiła Wiktoria Czyżewska.Przyznała także, że miała też propozycję, aby wystąpić w klatce w ramach Fame MMA (konfrontacji celebrytów, influencerów, osobistości znanych z mediów społecznościowych - przyp. red.), ale odmówiła. - To nie jest sport, to co można tam zobaczyć to często patologia. Ja nie chcę tego promować - powiedziała.Rozmowa z Wiktorią Czyżewską była opowieścią nie tylko o sporcie, ale też o dojrzewaniu, poznawaniu własnych granic i o tym, jak wygląda życie młodej zawodniczki, gdy gasną światła reflektorów. Zdradziła też pomysł na swój „Plan B”, a więc czy zajmie się po zakończeniu kariery sportowej.
    続きを読む 一部表示
    43 分